Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
=>Sweter<=

Itill/Helena



Ksiega Gości
5
Dodaj do Księgi
Dodaj do Ulubionych

O mnie


płeć: oczywiście, kobieta
wiek: kobiet się o wiek nie pyta
zajęcie: studentka
uroda: niepospolita
ulubiona postać: Śmierć Pratchetta

Linki


avtandil
by dzieci
anabell
by goście
szary wedrowiec
by itill
nombre
itill
zrodlo szablonow

Archiwum

2011
Luty
2009
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Maj
Luty
2008
Listopad
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2006
Grudzień

Było tu

29171 osób

Strona Główna
obrazek pobrany z Deviantart

INNA STRONA RODZINY

Byli gotowi i czekali już tylko na Hanię. Prezent leżał na jej łóżku wyczekując, aż dziewczyna oswoi się z myślą, że to dla niej. Wizytówka nie zostawiała żadnej wątpliwość jednak młoda panna Brzozowska wciąż się bała. Ostatni raz spojrzała na papier i wstążkę i wybiegła z pokoju.
W korytarzu Kuba czekał już z jej płaszczykiem. To 3 lata temu miała nosa, żeby kupić czarny. Był jak znalazł na tę okazję.
-Rodzice będą zasłonięci więc nie będzie tak boleć. -wyszeptał pomagając się ubrać.
-Myślisz, że łatwiej? O czym ty mówisz? Tam będą nasi rodzice! Martwi! Zimni! Ty niczego nie widzisz? Jesteśmy sierotami! Nie mamy już tych, na których liczy się w trudnych chwilach! Jesteśmy sami. -łzy spłynęły po policzku nie naruszając makijażu.
-Teraz jesteśmy wolni. Nic nas nie trzyma ani tu ani nigdzie indziej. Nie musimy się bać, że ktoś zwróci ci uwagę, że krzywo siedzisz, czy że masz ze cienkie buty. -odwrócił ją ku sobie -Zrozum, że jeszcze mamy siebie i musimy się liczyć, że całe to towarzystwo poniosło ogromną stratę. Wiekszość z nich nie wie, co to znaczy mieć nieszczęśliwy wypadek w rodzinie. Tu ludzie żyją długo. Jeśli ktoś zginie przez los to wszyscy starają się o tym zapomnieć i nie mówić głośno, a oni... Tego nie da się przemilczeć. Tu zginęły trzy osoby. -tłumaczył niespokojnie.
-Tu nadal nic nie rozumiesz. -patrzyła mu głęboko w oczy -Masz twarde serce. Moje krwawi i płacze, a twoje... -przełknęła ślinę -Czy ty masz jeszcze jakieś serce? -zapytała i uciekając od jego wzroku wyszła z dworku.
W biegu zapięła płaszczyk i weszła do samochodu cioci Teresy. Kuba zamknął dom i poszedł za nią. Podróż minęła w kompletnej ciszy. W kościele było pełno ludzi. Hania może kojarzyła z 30 twarzy. Wszyscy ubrani na czarno z posępnymi minami. Na środku stały trzy trumny, a nad nimi tabliczki. Koło każdej z trumien stał wianuszek płaczek.
„Dorota Brzozowska z Kościuszków wiek 48”
Tu stali już wuj Andrzej i Mikołaj. Za ich plecami skrywała się ciocia Beata. Dość szybkim krokiem w ich kierunku udała się Teresa, która wydawało się, że zaraz się rozpłacze. Obyło się jednak bez większych ceregieli.
Hani po plecach przechodziły ciarki. Bała się, co to będzie. Jak to wszystko będzie wyglądać? Nie wiedziała, co tu robi i najchętniej wybiegłaby i zaczęła się histerycznie śmiać. Kuba dość skutecznie trzymał ją za rękaw. Nie mogła zrobić nawet kroku w bok, a co dopiero się wyrwać i wybiec.
-Wszystkie panny młode powinny być tak mocno trzymane w drodze do ołtarza. -szepnęła zgryźliwie.
-Co? -zapytał nie rozumiejąc przesłania.
-Mówię, że gdyby wszystkie panny młode były tak trzymane -rzuciła spojrzeniem na mocny chwyt brata -byłoby o wiele mniej ucieczek sprzed ołtarza. -uniosła lekko brwi w znaczącym „to boli”.
„Henryk Brzozowski wiek 52”
Jak u małżonki fani się mogli rozpierzchnąć po jeszcze jej ojcu tak tu cała rodzina była skupiona. Andrzej stał z czerwonym nosem. Za rękę trzymała go Wiola. W ławce znudzeni siedzieli Stasiek, Monika i Konrad oraz Tomek z Agatką. Dzieciaki z uwagą śledziły, co się dzieje, ale niczego ciekawego nie potrafiły wypatrzeć. Babcia Michalina sztywno siedziała w pierwszej ławce. Dziwne małżeństwo skierowało prosto do niej swe kroki. Koło niej miejsca już były zajęte. Dziadek trzymał ją za rękę, a w oczach mieli łzy. Babcia twardo starała się opanować. Szeptała coś do męża.
Hania rzuciła wzrokiem na kolejną tabliczkę.
„Ernest Kościuszko wiek 83”
Koło trumny dziadka w zasadzie trudno było powiedzieć, żeby ktoś konkretny stał. Raczej rodzina babci zajęła te miejsca. Hania chciała usiąść gdzieś z boczku, ale Kuba pociągnął ją zdecydowanie pod trumny. Dziewczyna mogła tylko skrzywić twarz. Koło niej było jeszcze trochę miejsca.
Nagle drzwi kościoła się otworzyły. Zaraz miała się rozpocząć msza, a do olbrzymiej nawy głównej wparadowała szybkim krokiem cała rodzina. Wszyscy się odwrócili jak jeden mąż. Raczej nikt nich nie kojarzył, a co dopiero dziewczyna.
Starszy mężczyzna wydawał się znajomy, ale Hania nie mogła sobie przypomnieć skąd zna tę twarz. Za nim szła kobieta z koronkową, czarną chustą na głowie. Ostre rysy i surowe spojrzenie. Za tą parą już znacznie wolniejszym krokiem szli tyralierą mężczyzna koło 50-tki z żoną oraz całkiem przystojny chłopak i bardzo ładna dziewczyna. Ta czwórka usiadła gdzieś z tyłu. Hania na ich widok nawet się uśmiechnęła.

Starsza para brnęła do przodu. Kuba szturchnął Hanię.
-No co? -zapytała na odczepnego.
-Nie patrz się tak! To jest w złym guście. -burknął.
-Czepiasz się! Będę robiła, co mi się podoba! Jestem przecież sierotą. -rzuciła wyzywające spojrzenie.
Kuba zamilkł, a para zbliżyła się do babci. Mężczyzna pocałował ją w oby dwa policzki i usiedli pod trumną. Przez cały kościół przeszedł pomruk zaniepokojenia. Starsza kobieta szturchnęła męża i do Hani doszedł szept.
-Zapomniałeś o czapce. -i znacząco popatrzyła na czubek jego głowy.
Mężczyzn pokornie zdjął czapkę. Z tyłu kościoła poruszył się facet w średnim wieku. Też chwycił się za głowę, a jego śliczna żona uśmiechnęła się z lekka krzywo. Chłopak został w czapce. Rozbrzmiały się dzwoneczki informujące, że zaczęła się msza. Przez całe nabożeństwo dziewczyna zastanawiała się kim są ci ludzie i dlaczego ten naburmuszony chłopak jest cały czas w czapce i nawet nie klęka jak trzeba tylko stoi. Intrygowało ją to.
Ksiądz wreszcie zaprosił wszystkich na cmentarz. Tym razem Mikołaj chwycił ją pod ramię, a Kuba zajął się ciotką Teresą. Hania odetchnęła z ulgą. Gdy tylko wyszli z kościoła braciszek cioteczny pełen zaangażowania zaczął jej szeptać do ucha.
-A wiesz kim są ci ludzie, co prawie się spóźnili?
-Nie mam pojęcia.
-Też nie, ale widziałaś jak się zachowywali? Dziwne, nie?
-Eh! Zostawiłbyś to w spokoju. -zerknęła na przystojnego chłopaka pozostającego w czapce.
Prawdopodobnie jego matka szła tuż za nim i usilnie próbowała coś na nim wymusić. Hania z uwagą wyczuliła słuch.
-Szymonku! Chociaż na cmentarzu zdejmij czapkę, co? -prosiła.
-Nie!
-No przecież trzeba okazać szacunek zmarłym. -próbowała go przekonać -Nawet ojciec i dziadek zdjęli.
Chłopak zatrzymał się i przykucnął. Wziął jeden kamień z ziemi i prostując się podrzucił go dwa razy.
-To wystarczy jako przejaw mojego głębokiego szacunku. -spojrzał na matkę z góry.
-Nie przekonam cię chyba. -rzuciła zrezygnowana.
Hania czuła się coraz bardziej zaintrygowana. Ten człowiek ją fascynował. Wysoki, przystojny, wyzywający, stanowczy chłopak wzbudzał coraz głębsze uczucia w dziewczynie. Chciała go poznać. Nie miała pojęcia kim jest i co robi na pogrzebie dziadka i jej rodziców. Wiedziała tylko jedno, miał na imię Szymon. Uśmiechnęła się do siebie.
-A co tobie tak wesoło? -zapytał Mikołaj.
-Ładny dzień mamy. -rzuciła odrywając wzrok od Szymona.
-To dzień pogrzebu! -rzucił wzburzony -Jak chcesz to zamiast na stypę pojedziemy na piwo. -dodał i puścił oczko.
-Może w następnym roku. -uśmiechnęła się.
Ceremonii na cmentarzu mijała w neutralnej atmosferze. Hania delektowała się zawodzącym śpiewem miejscowych płaczek, a cała reszta starała się nie ronić łez. Na koniec Kuba stanął na środku i zaprosił wszystkich na stypę, co wielce zdziwiło dziewczynę, bo o niczym nie słyszała. Nic nie wiedziała o jakiejś wielkiej imprezie.
-Przejdziemy się? -zapytał Mikołaj.
-Jasne. -rzuciła zmęczona całą tą sytuacją, w której się dusiła.
Spojrzała jeszcze jak grabarz poprawia nagrobek. Westchnęła głęboko.
-Przepraszam jeszcze na chwilę! -zatrzymał wszystkich ksiądz -Zapomniałem o tym kogo żegnają zmarli. -przerzucił kilka kartek w brewiarzu -Zmarli żegnają swoje dzieci, Jakuba i Hannę oraz Teresę i Artura; wnuki, Jakuba, Hannę oraz Mikołaja; jak i rodzeństwo, Teresę, Artura, Andrzeja i Michała -na te słowa zrobiło się małe zamieszanie, a dziewczyna nawet zmarszczyła brwi -oraz wszystkich z rodziny Brzozowskich, Zamoyskich, Kościuszków, Poniatowskich, Mieczkowskich, Winczewskich, Markiewiczów i wielu innych oraz przyjaciół i sąsiadów. Dziękuję za uwagę i módlmy się o wieczny żywot w lepszym świecie dla naszych bliskich, a teraz ponawiam zaproszenie Kuby, chodźmy na stypę. -zakończył ksiądz i zwinął swoje papierki.
-Jak tak dalej pójdzie to nie wyrobię! -rzuciła Hania do Mikołaja otwierając oczy tak szeroko jak tylko potrafiła.
-Proponowałem już piwo, prawda? -dziewczyna tylko przytaknęła -To teraz mogę już tylko zaprosić cię na sylwestrową przejażdżką na moim ślicznym... -nie dokończył mówić, a Hanka już go wyśmiała.
Dość komicznie to wyglądało, bo nikt chyba jeszcze nie widział, żeby na cmentarzu, zaraz po pochowaniu obojga rodziców ktoś tak się śmiał. Co gorsza, to nie był śmiech histeryczny, ale jak najbardziej z nutką rozbawienia. Dziewczyna spotkała się z dezaprobatą i nagannym wzrokiem połowy rodziny. Automatycznie dostała szturchańca pod żebra od już kompletnie purpurowego brata ciotecznego. Chłopak nie był czerwony z zakłopotania, ale raczej z powstrzymywania się od przyłączenia się do dziewczyny.
Szli za rękę, aż do aut. Przy samochodzie cioci Teresy dziewczyna odwróciła się by zobaczyć, gdzie zgubił się Kuba. Otworzyła aż buzię, gdy zobaczyła go rozmawiającego z Szymonem. Myślała, że podbiegnie i zacznie brata okładać pięściami. Jednak wsiadła do auta i naburmuszona czekała aż chłopak wróci. Ten natomiast tylko machnął rękę i odjechał z Szymonem i jego rodziną. Hanka miała ochotę wydrapać całej męskiej populacji oczy. Miała też ochotę wrócić do Łodzi i na swoim komputerze puścić Apocaliptikę tak głośno jak się da. Marzyła, żeby usłyszeć „Hall of the Mountain King”. Nie jechała do domu. Jechała na jakieś przyjęcie, na którym będzie koszmarnie nudno i sztywno, a i tak miała nieodparte wrażeni, że i tak stół będzie niepoprawnie nakryty. Jej przeczucia się sprawdziły.


helena 26/02/2007 17:37:00 [Powrót] Komentuj



Bez komentarza.
mal 2/03/2007 12:54:22
| brak www IP: 83.26.211.180

Z peewnością masz już dość tych pochwał, więc proszę nie generalizować całej populacji mąskiej.
Są wyjątki i choć jest ich mało, to są. Pozdrawiam Ciebie czekając na następny odcinek!
Dawid 27/02/2007 14:17:42
| brak www IP: 83.25.231.176








|Sweter by itill|